martyna kloska
podróże przygody przeżycia
 P E R U 
główna o sobie o Peru z podróży galeria zdjęć mapy oferta kontakt
Iquitos i okolice       marzec 2009

nie taka dżungla straszna

Czyżbym znalazła sposób na mocno zadziwiający i udany wyjazd? Jechać bez przekonania, by być mile rozczarowanym? Do Iquitos jechałam prawie z obowiązku, bo wypada poznać, oraz z oszczędności – trafiłam super tanią promocję, której niewykorzystanie byłoby grzechem podróżnika. Im bardziej zbliżał się wyjazd tym więcej obaw się pojawiało – będzie płasko i nudno, gorąco jak w piekle, rożne robaki będą mnie chciały zjeść żywcem, albo choćby wyssać krew, acha, no i będzie GORĄCO. Trochę głupio mi się do tego wszystkiego przyznawać, bo szybko okazało się w jak wielkim błędzie byłam, ale robię to żeby tym bardziej Iquitos zareklamować, choć jakoś w pokrętny sposób. Możliwe jest oczywiście, że te złe przeczucia nie miały żadnego znaczenia w porównaniu z siłą Iquitos, która tak czy siak by mnie usidliła od pierwszego wieczoru. Prawda jest taka, że od dawna sie tak dobrze nie bawiłam – nie chodzi o tańce i balangi, ale o ogromna przyjemność z podróżowania i odkrywania nowych miejsc. Spędziłam w Iquitos i okolicy ponad tydzień i wcale nie miałam dość, a co więcej, chętnie tam wrócę jak tylko nadarzy sie okazja.
W I Ę C E J > > > > >

Selva Central: San Ramon-La Merced-Pichanaki     styczeń 2005

SELVA, znaczy dżungla

Pierwsze godziny w selvie. Od początku deszcz, wilgoć, wszechobecna woda. Wjeżdżając zrozumiałam, że można się w niej zakochać od pierwszego wejrzenia. Po pierwszym spacerku złapała mnie w swoje sidła. Oszałamiająca różnorodność roślinności, gęste powietrze wypełnione nowymi zapachami i tylko kolor prawie niezmiennie zielony z punkcikami czerwonych kwiatów i ulotnym błękitem motyli. Spowiła nas delikatna mgiełka bijąca od wodospadu, ale mokrość tutaj nie przeszkadza, jest czymś naturalnym, nieodzownym jak powietrze. A to, jest tak nasycone, iż mam wrażenie, że można się najeść tylko oddychając. Gdy już zaczęłam się przyzwyczajać do panującej mglistości i wilgotnego, ale świeżego powietrza, to wyłoniło się słońce, które nadało wszystkiemu nowego kolorytu. Wracaliśmy niby tą samą ścieżką, ale jakże się zmieniła. Gra światła i cienia dodała kolejny wymiar tej gęstwinie. Słońce wydobyło nowe odcienie zieloności. Zapachy stały się bardzie intensywne. Poczuliśmy tropiki.
w i ę c e j >>> 

Huancayo - Ayacucho - Cusco - Copacabana       styczeń 2005

Górskimi drogami przez południowe Peru

Trochę zasiedziałam się w Huancayo, które stało się dla mnie prawdziwym domem. Teraz musiałam się spieszyć, by wyjechać z Peru przed upływem 90 dni od wjazdu, bo tyle mogą przebywać turyści bez wyrabiania dodatkowych pozwoleń. Postanowiłam pojechać do Boliwii, a po drodze pozwiedzać południowe Peru. W ostatniej chwili zdecydowała się ze mną jechać koleżanka, młodziutka Ingrid. Miała właśnie przerwę na uniwerku i udało jej się namówić rodziców, że czas już się ruszyć trochę dalej od domu.
Trasa w skrócie:
Cały dzień psującym się busem do pięknego, kamiennego Ayacucho. Wycieczka do artystycznej wioski Quinua i na pole opuncji zarastające starą stolicę przedinkaskiego państwa Wari. Nocniakiem do Andahuaylas, przesiadka i kilka kolejnych godzin za Abancay. Inkaskie ruiny w Saywite. Spokojna wioska Cachora i spacer wysoko nad kanionem rzeki Apurimac. Stopem do Cusco na półtora dnia - Qorikancha i Sacsayhuaman. Nocniakiem do Puno i dalej lokalnymi busikami do Copacabany.
w i ę c e j >>> 

Dept. Huancavelica: Huachocolpa-Bosque Amaru     marzec 2005

Bosque Amaru - orchideowy las

Ledwo wróciłam do Huancayo z podróży po południowym Peru i Boliwii, a już musiałam się szykować do kolejnego wyjazdu. Jeden dzień na przepierkę i przygotowania, bo jakże mogłabym odrzucić zaproszenie na wyprawę na storczyki. Znajomy z Limy wraz z grupą osób interesujących się ekoturystyką i pragnących rozwijać ją w Peru namówili profesora Benjamina Collantesa, botanika z Limy i absolutnego eksperta od storczyków, by był naszym przewodnikiem do odkrytego przez siebie kilka lat wcześniej lasu Amaru o nadzwyczajnej różnorodności tych pięknych kwiatów. Celem było nawiązanie kontaktu z miejscową społecznością oraz wytyczenie i udokumentowanie trasy, sporządzenie filmu i zdjęć do wykorzystanie w celach promocyjnych.
w i ę c e j >>>  

Cordillera Vilcabamaba: Cachora-Choquequirao-St.Teresa     marzec 2005

Odkrywając zaginione misto Inków - Choquequirao

Wbiegłam raniutko bez śniadania by złapać pierwsze promienie słońca. Z obozowiska to jakieś pół godziny pod górę. Budził się dzień, delikatne ciepłe kolory powoli oświetlały miasto. Stałam nad nim na ceremonialnym placu Ushnu, teraz zamienionym w piękną łąkę skąpaną w porannej rosie. W oddali błyszczały ośnieżone szczyty Kordyliery Vilcabamba, w dole rzeka Apurimac, a dookoła mnie ruiny zaginionego miasta. Powoli, starannie odkrywałam jego zakamarki.
w i ę c e j >>> 

wszelkie prawa zastrzeżone
© Martyna Kloska 2009