ÿþ<!DOCTYPE HTML PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01 Transitional//EN"> <html> <head> <title>martynatravel - notatki z podró|y: Iquitos</title> <META name="description" content="Strona o moich podró|ach po Peru i Boliwii."> <META name="keywords" content="Martyna, Kloska, Peru, Boliwia, Bolivia, Cusco, Puno, Titicaca, Macu Picchu, Machupicchu, Huancayo, Cordillera Blanca, Huayhuash, Ausangate, Andy, Kordyliera Centralna, La Paz, Choro trek, Sorata, Crdiller Real, Copacabana, camino inca, inka trail, inkowie, inca, inkaska ¶cie¿ka, inkaski szlak, droga inków, fot., photo, photos, fotografie, photography, zdjêcia, galeria, gallery, podró¿, podró¿e, travel, trekking, trek, wycieczki, wyprawa, slajdy, pokazy slajdów"> <META HTTP-EQUIV="Content-Language" CONTENT="pl"> <META name="author" content="Martyna Kloska"> <META name="robots" content="index, follow"> <meta http-equiv="content-type" content="text/html; charset=ISO-8859-2"> <style type="text/css"> h1{font-size:1.2em; font-weight:bold; border-top:solid; border-color:orange; border-weight:thin;} h1{margin:0em 0em 0em 1em} h2{font-size:1em; margin:0em 1em 0em 1em; border-top:solid; border-color:orange; border-weight:thin;} p{margin:1em} td.linki{text-align:center; background-color:black} p{margin:1em 1em 1em 1em; text-align:justify} p.img{margin:1em 1em 1em 1em; text-align:center} <!-- A{color:orange; text-decoration:none;} A:hover{color:red; text-decoration:underline}--> </style> </head> <body> <table width=800 align=center> <tr> <td> <table bgcolor=orange width=100% cellspacing=4> <tr> <td> <table border=0 cellspacing=0 cellpadding=0> <tr> <td><font size=+3 >martyna kloska</font> </td> </tr> <tr> <td>podró|e przygody prze|ycia </td> </tr> </table> </td> <td align=center bgcolor=black width=242><font size=+6 color=orange>&nbsp;P&nbsp;E&nbsp;R&nbsp;U&nbsp</font> </td> </tr> </table> <table width=100% cellspacing=4 cellpadding=2 bgcolor=orange> <tr> <td class=linki><a href="index.html">gBówna</td> <td class=linki><a href="osobie.html">o sobie</a></td> <td class=linki><a href="operu.html">o Peru</a></td> <td class=linki><a href="zapiski.html">z podró|y</a></td> <td class=linki><a href="galeria.html">galeria zdj</a></td> <td class=linki><a href="mapy.html">mapy</a></td> <td class=linki><a href="oferta.html">oferta</a></td> <td class=linki><a href="mailto:martyna@martynatravel.waw.pl?cc=martynak@hotmail.com">kontakt</a></td></span> </tr></table> <table border=3 bordercolor=orange cellspacing=0 cellpadding=0 borderstyle=none> <tr><td><table><tr><td> <p> Marzec 2009<br> Iquitos, prowincja Loreto</p> </td></tr> <tr><td> <table> <tr><td valign=top> <h1>Iquitos  nie taka d|ungla straszna</h1> <p>Czy|bym znalazBa sposób na mocno zadziwiajcy i udany wyjazd? Jecha bez przekonania, by by mile rozczarowanym? Do Iquitos jechaBam prawie z obowizku, bo wypada pozna, oraz z oszczdno[ci  trafiBam super tani promocj, której niewykorzystanie byBoby grzechem podró|nika. Im bardziej zbli|aB si wyjazd tym wicej obaw si pojawiaBo  bdzie pBasko i nudno, gorco jak w piekle, ro|ne robaki bd mnie chciaBy zje[ |ywcem, albo choby wyssa krew, acha, no i bdzie GORCO. Troch gBupio mi si do tego wszystkiego przyznawa, bo szybko okazaBo si w jak wielkim bBdzie byBam, ale robi to |eby tym bardziej Iquitos zareklamowa, cho jako[ w pokrtny sposób. Mo|liwe jest oczywi[cie, |e te zBe przeczucia nie miaBy |adnego znaczenia w porównaniu z siB Iquitos, która tak czy siak by mnie usidliBa od pierwszego wieczoru. Prawda jest taka, |e od dawna sie tak dobrze nie bawiBam  nie chodzi o taDce i balangi, ale o ogromna przyjemno[ z podró|owania i odkrywania nowych miejsc. SpdziBam w Iquitos i okolicy ponad tydzieD i wcale nie miaBam do[, a co wicej, chtnie tam wróc jak tylko nadarzy sie okazja. </p> <p><a href="iquitos01.html">galeria zdj > > > > ></a></p> </td> <td width=310 align=left valign=top><image src="g_iquitos/z-01.jpg" width=300><image src="g_iquitos/iq-arch02.jpg" width=300></td> </tr></table></td></tr> <tr><td> <h2>Wersja krótsza relacji p.t.: "wcale"</h2> <p>Wcale nie jest pieruDsko gorco, (cho rozumiem, |e sprzyjaBa mi pora deszczowa), tylko w wyjtkowo upalne dni warto sobie uci siest wczesnym popoBudniem, bo sBoDce przybija do ziemi. Wcale du|o nie padaBo cho to [rodek pory deszczowej  tzn. pada mocno, ale w nocy. W dzieD je[li ju| to krótkie urwanie chmury i po sprawie. Wcale nie jest pBasko  to wBa[nie topografia mnie najmilej zaskoczyBa. PeBno tu wzgórz, stromych skarp, wwozów  bardzo ciekawe uksztaBtowanie terenu. Wcale nie ma tyle moskitów ani innych insektów czekajcych by kogo[ pogryz. Wyjtkiem byBa chmara minimuszek nad jeziorem Quistacocha, które ciBy niemiBosiernie, ale po paru godzinach [lady znikaBy i nie swdziaBo. Wcale nie trzeba korzysta z drogawych lodge ów (hoteli typu domki kempingowe w d|ungli) by ciekawie spdzi czas i zasmakowa d|ungli. To dobra wiadomo[ dla osób o skromniejszym bud|ecie (czy backpackersów), bo ogólnie Iquitos uwa|ane jest za raczej drogie. My[le, |e podobaBo mi si tym bardziej, |e nie byBam zwizana |adnym programem i generalnie trzymali[my si jak najdalej od turystycznych puBapek. Postawili[my na relaks i spontan typu  hmmm to co dzi[ robimy? & </p> <h2>DzieD piewszy - Iquitos, dzielnica Belen</h2> <p>Pierwszego dnia chciaBam troch popracowa w celu nawizania nowych kontaktów i mo|liwo[ci wspóBpracy. Sporo informacji miaBam zebranych ju| przed przyjazdem, ale w realu Batwiej jest si zorientowa kto bajeruje a kto naprawd co[ oferuje. Szybkie spotkania tu i tam i szybko miaBam do[. Za bardzo ciekawiBo mnie miasto by przedBu|a formalno[ci. </p> <p> Na pózny brunch wstpili[my do restauracji poznanej poprzedniego wieczoru. I tu dygresja czy te| powrót do pocztku. Przylecieli[my wieczorem, jako[ tak po 21szej i ulokowawszy si w hostalu ruszyli[my na miasto co[ zje[ i ogólnie wybada co i jak. Na chybiB traf wybrali[my jedn z restauracji przy gBównym placu kierujc si zasad, |e najlepiej tam gdzie peBno ludzi i to miejscowych. Wystrój wcale nie zachcaB / takie poBczenie baru szybkiej obsBugi i stoBówki, zachcaBa za to przewiewno[, gdy| brakowaBo dwóch naro|nych [cian. Troch mnie zdziwiBo, |e oprócz zawsze taniego kurczaka z ro|na i ry|u chifa ceny wcale nie byBy takie niskie. OkazaBo si, |e porcje daj królewskie  nie tylko o do ilo[ci, ale i jako[ci. Dietetyczny rosoBek, w którym zwykle pBywa ciut piersi kurczaka i makaron, tutaj wychodziB z talerza  caBa pier[ kurczaka, [wie|e nierozgotowane warzywa, makaronu tylko na dodatek, i gdzie[ pod tym wszystkim delikatny wywar. No po prostu niebo w gbie. Ja akurat wychodziBam z problemów |oBdkowych, wic byBo to moje gBówne po|ywienie przez pierwsze dni zanim odwa|yBam si na eksperymenty lokalnej kuchni. Packo zamówiB specjalny ry| chaufa, którego porcja byBa dwuosobowa, a smak biB na gBow wszystkie wcze[niej próbowane w restauracyjkach Chifa. Na póBk wzili[my jaki[ dziwny miejscowy super zdrowy pomo|e na wszystko sok  i jego smak przekonaB mnie, |e musi mie jakie[ silne wBa[ciwo[ci medyczne. Ka|dego kolejnego dnia próbowali[my nowych wybuchowych mieszanek. ByBa to jawna reklama Ari s Burgers! Ale oprócz jedzenia spodobaBa mi si atmosfera. Bardzo zwyczajna, spokojnie, ale jednak miasto |yBo, ludzie si przechadzali, gaworzyli. My te| pogr|enie w rozmowie zorientowali[my si, |e jest ju| pierwsza w nocy i nikt nas nie wygania, bo te| nie jeste[my ostatnimi klientami. Od pierwszego wieczoru spodobaBo mi si to nocne spokojne |ycie, gdzie po upale dnia wszyscy wylegaj na ulice. </p> <p>Wracajc do pierwszego ranka& cho ju| zbli|aBo si poBudnie i zaczynaB doskwiera gBód to szybko zapchaBam si samymi sokami, które byBy tak gste, |e rurka staBa i byBy peBnowarto[ciowym daniem. <p><image src="g_iquitos/iq-belen04.jpg" width=200 style="float:left"></p> <p>NaBadowawszy baterie ruszyli[my na podbój miasta. WzdBu| promenady doszli[my o dzielnicy targowej Belen. Pierwszy raz od dawna robiBam tyle zdj, bez grupy turystów, za którymi musze si oglda, pilnowa, przelicza. Targ jest tu bardzo  malowniczy i haotyczny. Wikszo[ targowisk w Peru podzielona jest na sektory  misne, warzywne, owocowe itp. Tutaj byBa straszna mieszanina. MiaBam ochot wyrwa si poza krg smrodu misa wybornie psujcego si w gorcu, ale nie daBo rady. Gdy robiBam skok w bok, to po paru stoiskach ju| pojawiaBo si kolejne z padlin. PeBen folklor. SpodobaBy mi si zrolowane filety osolonych i podsuszonych ryb paiche  s to najwiksze sBodkowodne ryby. ByBo troch nieznanych mi owoców. Czste stoiska z palmowymi li[mi, które sBu| za talerze, ale i foli do pieczenia i gotowania. Przygotowuje si w nich tradycyjn lokaln potraw  juanes , mieszank ry|u, kury i odrobiny warzyw. Widok wypatroszonych |óBwi byB nieco drastyczny, ale i tak najgorszy byB stos maBp rozcitych na póB i tak zasuszonych.</p> <p><image src="g_iquitos/z-03.jpg" width=200 style="float:right"></p> <p>Dolna cz[ dzielnicy Belen zbudowana jest na palach, poniewa| podczas okresu wysokiej wody caBy teren jest zalewany. Poziom wody waha si o okoBo 10metrów w cigu roku, gdzie najwy|szy poziom przypada na okres marzec-maj. Wtedy to ogromny obszary wzdBu| rzeki s zalewane. Domy budowane s na palach, a pomidzy nimi poprowadzone s wskie pomosty-chodniki. Pod nimi pBywaj Bódki, jedyny sposób by co[ wikszego dowie[ do domu. Podobno w okresie niskiej wody wyglda to du|o |aBo[niej  wszystko stoi w bBocku, peBno [mieci, generalnie syf i smród. </p> <h2>DzieD drugi - porty w Masusa i Bellavista-Nanay</h2> <p><image src="g_iquitos2/iq-masusa01.jpg" width=200 valign=top style="float:left"> Drugiego dnia wybrali[my si do portu w Masusa, gdzie przybijaj wielkie statki handlowe, które w wikszo[ci przypadków dobluj te| za pasa|erskie. Ruch jak w ulu, tragarze uwijali si pomidzy statkami, a ci|arówkami (które swoj drog pewno te| kiedy[ tu przypBynBy). Je[li chodzi o transport hurtowy to jest to jedyna droga, tote| zobaczy mo|na wszystko  rozBadowywano wszelkie produkty spo|ywcze i gospodarstwa domowego, a zaBadowywano sklejki, pByty pil[niowe i tp. W gór rzeki prowadz dwie trasy, bo nieco w gór od Iquitos Bcz si dwie rzeki, z którego to poBczenia powstaje Amazonka. PBync w gór Ucayali (Ukajali) po 4 dniach z hakiem dopBynie si do Pucalpy skd w miar dobra droga prowadzi na wybrze|e i do Limy (zaledwie 18h). PBync w gór Marañon u po nieco ponad dwóch dniach dotrze si do Yurimaguas. By kontynuowa stamtd o Limy trzeba zrobi niezB ptelk i po[wieci okoBo 35ciu godzin. Je[li chodzi o warunki dla pasa|erów to ró|ni si one bardzo w zale|no[ci od statku i od rodzaju wykupionego biletu. S nawet nieliczne kajuty prywatne z Bazienka, ale s to maBe gorce klitki. Wikszo[ ludzi dzieli jeden lub dwa deki. Na wstpie ka|dy zaznacza swoje terytorium rozwieszajc hamak. Na najtaDszych Bajbach panuje taki [cisk, |e trudno mówi o jakiejkolwiek prywatno[ci i z trudem da si przecisn pomidzy hamakami. S skpe wspólne umywalki i kibelki. Jest te| kuchnia, bo w cenie biletu wliczone s trzy posiBki dziennie. Oczywi[cie jako[ i sposób ich przyrzdzania zale|y od statku i od klasy. Na górnym deku, wy|sza klasa, panuj lepsze warunki, jest mniejszy tBok, jadalnia, no i lepsze Bazienki. Wybadawszy port poszw dali[my si troch po Masusie  prawie caBa dzielnica jest zalana i domy, jak w Belen, zbudowane s na palach. </p> <p><image src="g_iquitos2/iq-alrededor01.jpg" width=200 valign=top style="float:right"> <p>Nastpnie podjechali[my kawaBek dalej do przystani Bellavista-Nanay. Tu dopadBa nas chmara naganiaczy oferujcych  spacery , wycieczki do motyl arni, do wiosek tubylców itp. Czyli turystyka w lokalnym wydaniu. Uciekli[my wsiadajc do Bódeczki z lokalesami, to tutejsze mikrobusiki, transport do osad wzdBu| rzeki. Nasza Bupinka dzielnie pokonywaBa fale i omijaBa liczne przeszkody  na dziobie staB do[wiadczony o[mioletni majtek, który dawaB znaki tacie-sternikowi. Nieco po wypByniciu z przystani przecili[my [wietnie widoczna granic ciemniejszych wód rzeki Nanay i burej Amazonki. Po mniej wicej póB godzinie dobili[my o maBej osady, skd urzdzili[my sobie spacer do ssiedniej wioski malowniczo poBo|onej na szczycie piaszczystego wzgórza skd rozcigaB si daleki widok na okolice. Wida byBo zniszczenia wyrzdzone przez burze i wichur poprzedniego wieczoru. Zlani potem po wspinaczce w |arze poBudniowego sBoDca zalegli[my w cieniu przy mini sklepiku, gdzie wprawdzie nie mieli zwykBej wody tylko caBy asortyment kolorowych napoi sBodzonych, ale w tych okoliczno[ciach nie byBo co marudzi. Próbowali[my po kolei ró|ne kolory i dochodzili[my do siebie. W drodze powrotnej przypomniaBam sobie o parasolu i zamiast od deszczu, którego nie byBo nawet na dalekim horyzoncie, u|yBam go od sBoDca. Musz powiedzie, |e opalenizna, tudzie| spalenizna, w d|ungli jest du|o mniej dokuczliwa i bardzo krótkotrwaBa w porównaniu z tym co mo|e dokona sBoDce w Andach. Na drugi dzieD po  raku-buraku nie zostawaBo [ladu tylko miBy ciemny kolorek. </p> <h2>DzieD trzeci - jezioro Quistacocha</h2> <p><image src="g_iquitos2/iq-quista03.jpg" width=200 valign=top style="float:left"> PoprosiBam o ucieczk z miasta, daleko od huczcych silników. Nie majc szczegóBowej mapki okolic ani dokBadnego celu okazaBo si to nie takie Batwe. StaraBam si dowiedzie gdzie miejscowi spdzaj weekendy, gdzie wybywaj na Bono natury i jak tam dotrze, ale odpowiedzi byBy ró|ne, a nawet sprzeczne. W koDcu zdobyli[my szkicow mapk i zdecydowali[my i na miejsce zwane Quistacocha. Autobusem dotarli[my na ostatni przystanek za miastem, skd wzili[my mototaxi, by podrzuciBo nas kolejnych kilka kilometrów. Quistacocha to jezioro-starorzecze, do którego dochodzi si przez marny park zoologiczny. Wielkie paiche chowaBy si w mtnej wodzie, ró|owy delfin sBodkowodny bawiBy si piBk, któr co jaki[ czas udawaBo mu si wybi poza ogrodzenie zachcajc nielicznych zwiedzajcych o wspólnej zabawy  biedak byB chyba do[ samotny i znudzony. Wydra te| urzdziBa nam niezBy show tak jakby cieszyBa si, |e mo|e si przed kim[ popisywa. Kajmany nie zwróciBy na nas uwagi, a maBpy maBpowaBy. Nad jeziorem jest pla|a (garstka ludzi) i podrzdne barko-restauracyjki. Przeszli[my si pomostem w jedna stron na platforme-przystaD skd szybko przegnaBy nas mikroskopijne, ale krwio|ercze muszki. Wic poszli[my w druga stron przez dalsz cz[ zoo, do zaro[nitego ogrodu botanicznego i dalej na czuja przez las a| wyszli[my na szos. </p> <p>Wieczorem uznali[my, |e czas posmakowa czego[ bardziej lokalnego. Tym razem wybrali[my restauracj na samym deptaku, El Meson. Kajman w sosie czosnkowym z juk okazaB si prawdziwym przysmakiem. Zupa na wdzonym misie sachino (dzika [winia z górskiej d|ungli) okazaBa si troch za mocna w smaku, jak to bywa z wdzonkami, a do tego z dziczyzny. Promenada kipiaBa |yciem  uliczni arty[ci zarówno lokalni jak i przybysze, kuglarzo-bbniarze sprzedajcy przy okazji wBasnorcznie plecione bransoletki i naszyjniki, ludzie przechadzajcy si tam i siam, przysiadajcy na piwko & czyli sobotni wieczór w leniwym d|unglowym wydaniu. </p> <h2>DzieD czwarty - Nauta</h2> <p><image src="g_iquitos2/iq-nauta2.jpg" width=200 valign=top style="float:right"> <p>Jedyna droga wyje|d|ajca z Iquitos to 100 kilometrowa asfaltowa szosa prowadzca do miasteczka Nauta. PowstaBo ono wcze[niej, ale zatrzymaBo si na poziomie maBej osady, podczas gdy Iquitos rozrosBo si w wielkie miasto. Najszybszym sposobem dotarcia jest samochód biorcy czterech pasa|erów, tzw colectivo. Zatrzymuj si na obrze|ach Nauty skd mo|na i[ a piechot. Na wstpie jest do[ ndzny brudny staw szumnie zwany jeziorem Sapi Sapi, w którego mtnych wodach Mo|na wypatrze ogromne ryby paiche i leniwe |óBwie charapas. Dalej znajduje si gBówny plac z pomnikiem zaBo|yciela  Manuel Pacaya. Kilka przecznic dalej jest ju| rzeka, a wzdBu| przystanie i targowiska. Turystom oferuj tu wycieczki do zbiegu rzek Marañon i Ucayali  miejsca narodzin wBa[ciwej Amazonki (cho Brazylijczycy twierdz, |e zaczyna i ona dopiero kawaBek przed Manaus, tam gdzie wpBywa Rio Negro). Jest tam te| wie|a widokowa, a po drodze z odrobin szcz[cia Mo|na wypatrze sBodkowodne delfiny. </p> <p><image src="g_iquitos2/iq-nauta.jpg" width=200 valign=top style="float:left"> <p>Popijajc zimn oran|ad przypatrywali[my si rzece i |yciu (prawie na wymarciu) gBównej przystani. Senna atmosfera o|ywiBa si, gdy z góry rzeki nadcignB statek, je[li tak Mo|na nazwa ten rozpadajcy si barak. NastpiBo szybkie zaBadowywanie i rozBadowywanie towarów i pasa|erów. W ostatniej chwili przyszBo mi do gBowy zapyta si dokd pBynie, bo jako[ fajnie byBoby spByn sobie leniwie do Iquitos. Wprawdzie dek pasa|erski wygldaB na sporo przeBadowany, ale na dziobie zrobiBo si sporo wolnego miejsca, a przed sBoDcem mogliby[my schowa si pod parasolk, bez której si nie ruszam. OdechciaBo nam si usByszawszy, |e do Iquitos dotrze dopiero w nocy o póBnocy, co znaczyBoby jakie[ 8godzin przycupnici na dziobie koBo [wiD (pewno jechaBy na targ) i towarów, bez szans na jedzenie (byli[my jeszcze przed obiadem) czy toalet. Wybrali[my szybsz wersj  samochodem to tylko póBtorej godziny. Ale najpierw poszli[my si przej[ po okolicy. </p> <h2>DzieD pity - motocyklem</h2> <p><image src="g_iquitos2/iq-moto.jpg" width=200 valign=top style="float:right"> <p>StanBo na moim. Wypo|yczmy motor, za ka|de dwie godziny jedna gratis. Packo sprawdza maszyny i wybiera niebiesk osk. Od razu wida, dlaczego si ocigaB, od lat nie jezdziB na motorze i teraz powoli si oswajaB nie tylko z sama machin, ale i z chaotycznym ruchem na ulicach gdzie ka|dy jezdzi jak chce. Zrobiwszy rundk uznaB, |e mo|e by. Ruszamy w drog z przystankiem na pierwszej stacji benzynowej. Byle si wyrwa z miasta. Ja wierc si z tyBu starajc si obra wygodn pozycj. Kilkana[cie kilometrów za miastem odbijamy w boczn dró|k, lecz wstpny kawaBek pBaskiej drogi przeradza si w seri pagórków, które nie Batwo pokona w rozmokBym gliniastym podBo|u. Posuwamy si |óBwim tempem i po paru kilometrach dajemy za wygran i wracamy na asfalt. Za 26tym kilometrem napotykamy si na wej[cie do Rezerwatu narodowego Allpahuayo Mishana. ZdziwiBo mnie, |e nie znalazBam o nim nawet najmniejszej wzmianki w |adnym przewodniku. Zacigam jzyka, dostaj folder, pytam si o nocleg. Postanawiamy tu wróci nastpnego dnia i zosta na noc, a teraz korzysta motoru i kontynuowa eksploracje okolic z pozycji dwóch kóBek. </p> <h2>DzieD szósty i siódmy - Rezerwat Narodowy Allpahuayo Mishana</h2> <p><image src="g_iquitos3/iq-reserva04.jpg" width=200 valign=top style="float:left"> <p> Rano biblioteka Amazonika i krótka historia odkrycia poBczenia dorzecza Amazonki z Madre de Dios przez Fitzgeralda. Oraz marne muzeum, gdzie wBa[ciwie jedynymi eksponatami byBy gipsowe rzezby przedstawicieli ró|nych plemion tubylczych. Po wczesnym obiedzie wzili[my cz[ manatków i pojechali[my do odkrytego wcze[niej rezerwatu. Zaraz ruszyli[my do lasu. Zcie|ki byBy [wietnie przygotowane i biegBy przez bardzo urozmaicone tereny, przez odcinki lasu pierwotnego, o którego tak trudno w okolicach Iquitos, gdzie wikszo[ pierwotnej d|ungli zostaBa wycita, a tak|e przez bardzo rzadkie tereny suchych lasów na starych biaBych wydmach. Wieczorem, po kolacji, nasBuchiwali[my odgBosów d|ungli a w stawie wypatrywali[my l[nicych oczy kajmana. </p> <p><image src="g_iquitos3/iq-reserva07.jpg" width=200 valign=top style="float:right"> <p>Kolejny spacer, ogród botaniczny, przeró|ne insekty, maBpki skaczce gdzie[ w gstwinie, wielki drzewa, pikne kwiaty, zaptlone liany. {al byBo wyje|d|a, ale musieli[my wraca do miasta, bo po poBudniu mieli[my samolot. Hi hi hi & i tu wyjdzie jak bardzo mi si spodobaBo Iquitos, |e zupeBnie straciBam poczucie czasu. Chcc wydrukowa kart pokBadowa w biurze linii lotniczych by móc pojecha na lotnisko w ostatniej chwili okazaBo si, |e nie mam rezerwacji. Ja oczywi[cie caBa zdenerwowana, jak to nie ma, ka|e sprawdzi moje konto i wychodzi, |e owszem byB lot do Limy, ale 17go marca. I tu ja si niepewnie pytam, jak dzi[ mamy dat i si okazuje, |e 18ty marca. I tak o to spózniBam si na lot o caBy dzieD. ZarezerwowaBam lot na nastpny dzieD i z przyjemno[ci spdzili[my dodatkowy dzieD, odwiedzajc znane ju| kty i kupujc pamitki. Wieczorem przyszBa porzdna tropikalna burza i zrobiBo si na tyle chBodno, |e z dna plecaka wydobyBam cienki polar. </p> </td></tr> </td></tr></table></td></tr></table> <table width=800 bgcolor=black><tr><td align=center height=7><font color=orange>&copy; Martyna Kloska 2009<br>wszelkie prawa zastrze|one </td></tr></table> </body> </html>