| martyna kloska
|
| podróże przygody przeżycia
|
|
P E R U 
|
|
Salkantay - Machu Picchu Trekking 5d/4n
Cusco, 9-13.03.2007
Nie ma to jak ambitni trekkingowcy z Polski. Nie ma wiele osób, które pochwalić się mogą przejściem przez Andy z plecakami
na własnych plecach w przeciwieństwie do pleców poczciwych mułów. Chyba się trochę przeliczyli, ale mimo to dzielnie przeszli
całą trasę i to w porze deszczowej na dokładkę. Wezbrane potoki musieliśmy pokonywać w bród, mokre namioty ciążyły, deszcz
zacinał podczas marszu. Ale kto by się przejmował takimi szczegółami. Ważne, że zza chmór wychodziły piękne góry, ośnieżone
szczyty, ostre turnie. Potem zaś zupełna zmiana klimatu i krajobrazów - wkroczyliśmy do bujnej dżunglii. Na sam koniec
oczywiście zwiedzanie słynnego Machu Picchu, tym razem w nieco mglistej aurze.
W porze deszczowej sierra pięknie się zazielenia.
Pierwsze przeszkody. Skakanie z plecakami z kamyczka na kamyczek. Kijki trekkingowe znacznie ułatwiają takie manewry.
Póznym popołudniem zza chmór wyłaniają się piękne szczyty (Nevado Tucarhuay).
Dzień drugi. W porannym słonku udało nam się podsuszyć namioty i razno ruszyliśmy w dalszą drogę.
Nevado Salkantay 6264m npm, najwyższe w Kordylierze Wilcabamba.
Najważniejszy Apu, bóg-góra, tego regionu, nadal czczony przez miejscową ludność.
Rano jeszcze pełni energii.
Zygzakami pod górę. Tzw Siete Culebras czyli Siedem Wężów, ale chyba więcej tam zakrętasów.
Szczytowa partia Nevado Salkantay.
Na przełęczy tradycyjnie kamienne kopczyki, apaczetas.
Przewodniczka :-) na przełęczy.
Nevado Huamantay 5473m npm.
Ostatni rzut okiem na pięknie oświetlony szczyt Salkantay .
Zwijamy obozowisko starając się trochę podsuszyć namioty.
Górski kościółek.
Nie ma lekko, wezbrane w porze deszczowej strumienie musimy przechodzić
na bosaka.
Niewielkie osady powstają gdzie tylko jest kawałek płaskiego terenu.
Wezbrana rzeka Santa Teresa. Na szczęście nad nią już dawno wybudowano solidny most wiszący.
W La Playa, gdzie kończy się trasa, wskoczyliśmy do ciężarówki i
ekspresem zjechaliśmy do Santa Teresy. Tam przeprawiliśmy się sprawnie w la oraya, koszu zawieszonym na stalowej
linie nad szalejącą rzeką Urubamba. Po drugiej stronie zlapaliśmy ostatnią ciężarówkę jadącą na stację kolejową
Hidroelectrica, skąd pociągiem do Aguas Calientes.
Następnego dnia zwiedzanie Machu Picchu
|
|
Kilka dni potem spotkaliśmy się w Arequipie, by wejść razem na wulkan El Misti (5832m npm).
FOTKI >>>
|
© Martyna Kloska 2007
wszelkie prawa zastrzeżone
|
|