|
To był jeden z najbardziej naładowanych programów wycieczkowych: 2 tygodnie, 3 państwa, od bujnej roślinności górskiej dżunglii w
Machu Picchu po pustynne altiplano bezdroży Boliwii i ośnieżone szczyty Andów, zimno gór i gorąc pustyń, wspaniała pogoda
mimo kończącej się dopiero pory deszczowej, a grupa w wyśmienitych humorach, z poczuciem żartu, skora do zabaw i tańców ...
Przyznam szczerze, że dawno się tak nie bawiłam na wyjezdzie. Dziękuję Wam wszystkim. Tej grupy długo nie zapomnę.
Mam nadzieję, że Wy też nie. Jesteście wspaniali!
Zdjęcia z części wyprawowej - Boliwia/Chile:
Wyprawę zaczynamy zdobywaniem wysokości. Na górze Chacaltaya był kiedyś
najwyżej położony stok i wyciąg narciarski. Niestety zmiana klimatu powoduje recesję lodowców i mniejszą akumulację
śniegu. Zostła już tylko marna kupka śniegu. No i droga dojazdowa dzięki, której możemy łatwo i szybko zdobyć wysokość.
Dalej już na piechotę na 5395 m npm.
Grupa dziarsko idzie pod górę.
Niektórzy zapędzili się jeszcze dalej. W tle szczyt Huayna Potosi 6088m npm w
Kordylierze Królewskiej (Cordillera Real).
Szaleństwa na salarze. Salar de Uyuni, największa pustynia solna na świecie,
około 12tyś km kwadratowych. Zadne zdjęcie tego nie odda. To po prostu trzeba zobaczyć.
Free style! Nic dodać nic ująć. Taka była grupa: każdy z osobna, a jednak wszyscy razem.
Walking on the moon ...
Rzezby z soli w hotelu z soli na pustyni solnej.
I hop na kaktusa. Kaktusy te rosną zaledwie 1cm na rok, więc najwyższe osobniki mają ponad 1000 lat!
Tyskie piją wszystkie! Czy ugasi również pragnienie dymiącego wulkanu? (wlk Ollague 5865m npm, na granicy z Chile)
Przede wszystkim przestrzeń i dalekie widoki.
Nasze niezawodne jeepy - Toyota Land Cruiser.
Skalne grzyby.
Już wiemy jak powstały fantazyjne formy. Nas też wiatr chciał nieco wyrzezbić, a przynajmniej ściąć z nóg.
Laguna Colorada. W pobliżu, na wysokości ponad 4300m npm czekał nas najbardziej
hardkorowy ale i zabawny nocleg w skromnym schronisku. Niektórzy grzali się przy kozie, inni woleli grzać łóżka.
Dla niktórych pierwsza noc w oddzielnych łóżkach po 30 latach małżeństwa. Ktoś błąkał sie po ciemku szukając toalety.
O świcie wszyscy już byli na nogach by rozgrzać się kubkiem gorącej kawy, czekolady, czy herbaty.
Wigonie to "Andyjskie Damy".
Odlot! Z niesamowitą siłą bucha para. Cóż za pokłady energii.
Coś tu brzydko pachnie.
Błotko się gotuje.
Kto chętny na błotne kapiele? Podobno wysmienite na urodę.
Po nocy w skromnym schronisku w kilkuosobowych pokojach, bez ogrzewania i z jedną
łazienką z lodowatą wodą w umywalkach, przynajmniej nogi można było opłukać w ciepłych zródłach.
Aj! Chyba zaraz wybuchnie. Wulkan Licancabur na granicy z Chile.
Kolejny dzień kolejne koło.
I jeszcze jaskinie solne już po stronie chilijskiej niedaleko San Pedro de Atacama.
Część wyprawowa skończyła się zachodem słońca nad Doliną Ksiezyca.
|