martyna kloska
podróże przygody przeżycia
 P E R U 
główna o sobie o Peru z podróży galeria zdjęć mapy oferta kontakt

O sobie ...

Na początku były to zawsze ucieczki od miast, od ludzi i zgiełku na łono przyrody. Ciągnęło mnie w góry i lasy jak do prawdziwego domu, pojawiał się błysk w oczach, serce biło radośnie. W jaskiniach odkrywałam nowy świat, czas stawał w miejscu, wyostrzały się inne zmysły normalnie zdominowane przez wzrok. To były w miarę dostępne "białe plamy" na mapach, bo zamiast jechać na koniec świata wystarczyło wejść do jego podziemia. Potem były wyprawy w dziką jeszcze Azje - w góry Kirgizji, stepy Mongolii. Z czasem, gdy jeździłam na coraz dalsze i dłuższe wyprawy, przyroda stała się bardziej tłem do poznawania nowych ludzi, ich kultury i historii. Im bardziej świat sie dla mnie otwierał tym nikła więź z domem. I tak znalazłam się w Peru z biletem powrotnym ważnym na rok, plecakiem, książką do hiszpańskiego i adresem organizacji dla woluntariuszy w górskim mieście Huancayo. Nie tracąc czasu w stolicy zaraz ruszyłam w serce Andów. Samo miasteczko nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia, ale jego okolica od razu mnie oczarowała. Położone jest w rozległej i urodzajnej dolinie Mantaro otoczonej przez wysokie pasma górskie. Nad miastem czuwa ośnieżony masyw Huaytapallana.
Tak zaczęła się moja peruwiańska przygoda. Pierwsze miesiące spędziłam w Huancayo pracując w sierocińcach. Potem zaczęły się podróże, głównie na południe i do Boliwii, ale tymi mniej uczęszczanymi ścieżkami. Rozklekotanymi busami lub wręcz ciężarówkami wraz z całym towarem, a czasem i żywym inwentarzem. Tanie jadłodajnie, pokoiki za grosze. Byle na dłużej starczyło. Dzięki temu miałam kontakt z miejscowymi bardziej niż z turystami. Od ośnieżonych gór po parną i bujną dżunglę.
W między czasie od znajomych zaczęłam się uczyć zawodu przewodnika, głównie na trekkingach. Nie minoł rok, a poprowadziłam sama tygodniowy trekking w górach Vilcabamby robiąc zarówno za przewodnika jak i kucharza. Przygotowania były bardzo stresujące, ale jak tylko ruszyliśmy to obawy minęły. I wiedziałam, że to jest to. Kończył się rok i musiałam skorzystać z biletu powrotnego. Jadąc do Polski nie byłam pewna co mnie czeka i czy wrócę do Peru. Mowiłam wszystkim do zobaczenia, ale w głębi sama nie wiedziałam jak to będzie. Kto wie co się wydarzy. Pierwsze miesiące przeszły szybko, spotkania, imprezy, slajdowiska, święta, rodzina, znajomi, wyjazdy. Gdy trzeba się było ustatkować i pomyśleć co dalej, prawie od razu wróciłam myślami do Peru. Warszawa to nie był mój świat, nie czułam się tam dobrze, brakowało swobody, przestrzeni. Więc zamiast szukać roboty poszukałam biletu w jedną stronę do Peru. Wróciłam w marcu 2006 i prawie od razu złapałam robotę w turystyce.
Bywa, że mam kilka grup pod rząd, prawie zero czasu dla siebie, ale najważniejsze jest, że uwielbiam to co robię. Trasy często są podobne, ale nigdy mi się nie nudzi, zawsze znajduję coś nowego, a też odkrywam te same miejsca po raz kolejny patrząc oczami grupy, bo każda jest inna. Praca bywa bardzo ciężka i wyczerpująca fizycznie, nie ma weekendów ni czasu wolnego, ale jest niezmiernie satysfakcjonująca. Móc pokazywać innym ten piękny kraj, spełniać marzenia ludzi, to coś wspaniałego.










Dawne wyprawy po różnych zakątkach świata.

2000 i 2002 Mongolia: świetlista tajga, niekonczące się stepy, rzeki pełne ryb, proste życie, jurty stojące otworem, surowy klimat.

2001 Kirgizja: zachwycające góry Tien-Shan

2003 Szwecja: samotna wędrówka za kołem podbiegunowym, która przekonała mnie, że nawet w Europie są jeszcze dzikie i piękne zakątki warte odwiedzenia. >>>>

2003 Chorwacja: totalny luz. >>>>


Huancayo i Dolina Mantaro.

Huancayo to było pierwsze miejsce w Peru, do którego trafiłam i to w miarę przez przypadek. Szukając przez internet organizacji dla woluntariuszy znalazłam małą rodzinną właśnie tam. Zaraz sprawdziłam w atlasie i zobaczywszy, że położone jest w centrum Andów uznałam, że można spróbować. Spakowałam plecak i pojechałam w nieznane. Od razu stało się moim drugim domem.
* Moje Huancayo i okolice (juz niedlugo >>>>)
* Poznaj moją przyszywaną rodzinę >>>>
* Krajobrazy Doliny Mantaro >>>>
* Zabawy, fiesty, procesje (juz niedlugo >>>>)






W sierocińcach ...

W El Rosario pracowałam od samego początku, czyli od listopada 2004 i podobno byłam jedną z nielicznych osób, które zostały tam dłużej niż pare tygodni a nawet pare dni. Nie było to przytulne miejsce, dzieciaki były zdziczałe, dyrektor i opiekunowie zajmowali się soba i resztę mieli gdzieś. Nie przepadali za woluntariuszami, bo ci wytykali ich niedociągnięcia. Starałam się jak mogłam by jak najlepiej wykorzystać tam mój czas. Przeważnie sprowadzało się to do pomagania im w lekcjach, szczególnie w angielskim, lub po prostu do wspólnych zabaw i rozmów. Po dwóch tygodniach popołudniami zaczełam też chodzić do Inabif, domu dziecka dla chłopców. Tu panowała zupełnie inna atmosfera, znacznie cieplejsza, wręcz rodzinna możnaby rzec. Podejście opiekunów też było zupełnie inne, dzięki czemu nigdy nie brakowało tam woluntariuszy.
czytaj dalej >>>>


Samochody ...

Kto mnie znał wcześniej to zdziwi się bardzo moim nowym zainteresowaniem - wyścigi samochodowe, ale raczej tylko terenowe. W Huancayo odgrywa się kilka krajowych, a także ogólnoamerykańskie. Przyjeżdżają wtedy zawodnicy z Meksyku, Ekwadoru, Paragwaju itp. Puszczają pióropusze piachu na zakrętach, skaczą na przeszkodach, czasem wypadają z trasy, a ja latam jak zwariowana od jednego do drugiego z aparatem i robię zdjęcia. Fajna zabawa.
A także wypatruję stare klasyczne samochody.
* Fotki z wyścigów >>>>
* Fotki klasyków (juz niedlugo >>>>)
* Fotki ze zlotu klasykow w Cusco >>>>
* Fotki z muzeum samochdow klasycznych w Limie >>>>



© Martyna Kloska 2007
wszelkie prawa zastrzeżone