martyna kloska
podróże przygody przeżycia
 P E R U 
główna o sobie o Peru z podróży galeria zdjęć mapy oferta kontakt

ARCHIWUM: 2006 - 2007


18.11-2.12.2007

Wycieczka grupy Destino Mexico "W królestwie Węża, Pumy i Kondora" 18.11-2.12.2007
Grupa prowadzona dla biura Pani Marii Kralewskiej.


18.11.07

Zaległości.
Pomiędzy wycieczkami trafiła mi się niezła fucha na południu Peru - tłumaczenie szkolenia obsługi i utrzymania tokarki karuzelowej. Oczywiście nie miałam pojęcia co to jest, w ogóle z maszynami nie miałam za bardzo doczynienia, ale co tam spróbować zawsze warto. Poszło lepiej niż myślałam i wszyscy byli zadowoleni. Pogoda była paskudna, mglista i zimna, ale mimo to wybrałam się w niedzielę na spacer nad Pacyfikiem i porobiłam trochę zdjęć. fotki > > > > >

I jeszcze większe zaległości.
W marcu poprowadziłam małą grupkę na trekking Salkantay i tak się zakumplowaliśmy, że nieco później spotkaliśmy się w Arequipie by wejść na wulkan El Misti.
Kilka zdjątek z tej wyprawki > > > > >


14.11.07

W październiku poprowadziłam kolejną wycieczkę dla Klubu Podróży Horyzonty. Tym razem przemierzyliśmy Chile, Boliwię i Peru. Wspaniałe 3 tygodnie, wyjątkowa grupa, przepiękne krajobrazy, moc przygód.
Zapraszam do przeczytania relacji > > > > >
i do obejrzenia zdjęć > > > > >


14.09.07

Zakończyła się szczęśliwie kolejna wyprawa Horyznotów "Inkaską Ścieżką"
Zapraszam na krótką relację i nieco zdjęć z trekkingu > > > > >


18.08.07

Ruszyła powoli jak żółw ociężale ... Kolej Malinowskiego
Od kwietnia tego roku działa, i to zadziwiająco dobrze, pasażerska kolej na trasie Malinowskiego, która do niedawna była najwyższą na Świecie. Polecam serdecznie wszystkim podróż do Huancayo właśnie tym pociągiem, który w pełni oddaje smak podróżowania, a nie tylko pędzenia z jednego miejsca na drugie. Póki co kursuje tylko dwa razy w miesiącu, ale przynajmniej rozkład jazdy znany jest z dużym wyprzedzeniem, więc można wplanować w podróż po Peru.
Więcej informacji i zdjęć znajdziecie tu > > > > >


16.08.07

DURZE TRZĘSIENIE ZIEMI, 7.9 W SKALI RICHTERA
Choć najedliśmy się sporo strachu, to na szczęście poważne straty tylko na wybrzeżu w okolicach Pisco, Ica i Nazca.
Nieźle mnie wytrzęsło!! przeczytaj relacje >>>


16.08.07

Dawno obiecane relacje z pierwszej wyprawy do Choquequirao >>>
oraz informacji o tym wspaniałym miejscu >>>


15.03.07

Trekking Salkantay w stylu klasycznym, czyli z plecakami na plecach - rzecz prawie niespotykana w Andach ze względu na duże wysokości i ogólna trudność trekkingów. Gratulacje dla Pawła, Ani i Krzyśka!!!
ZDJĘCIA > > > > >



2006 . . .


7.09.06

Pierwsza wycieczka Inkaską Ścieżką z klubu podróży Horyzonty już zakonczońa! Bardzo urozmaicone 3 tygodnie. Prawie wszyscy zgodzili się, że gdyby nie tygodniowy trekking i wspaniałe ruiny miasta Choquequirao to by z Peru wyjechali nieco zawiedzeni i zmęczeni turystyczną szopka i cepeljadą. Zatem z chęcią przygotowywuję nowe trasy z dala od znanych atrakcji, ale za to w samym sercu Peru i to nie tylko tego inkaskiego.


17.07.06

nowo dodane zdjęcia:
Ulotne Dywany >>>
Nevado Pariaccacca >>>
Ollantaytambo >>>


14.07.06

Po długim milczeniu ... zdjęcia z początku czerwca z wyścigów samochodowych w Dolinie Mantaro.
wyscigi Pre Sudamericana >>>


06.06.06

Na sierpniową wycieczkę "Peru - Inkaską Ścieżką" oferowaną za pośrednictwem Klubu Podróży Horyzonty już od dłuższego czasu jest komplet, więc nastepnych chętnych zapraszam na przyszły rok.
Za to przedstawiam nową ofertę wycieczek i trekkinów dla osob przyjeżdzających do Peru we własnym zakresie. > > > > >


05.06.06

Wybory na prezydenta - druga tura.
No cóz, byli właściwie w sytuacji bez wyjścia, wybór pomiedzy wiekszym a mniejszym złem, pomiędzy wiekszym i mniejszy zagrożeniem, że będzie jeszcze gorzej, pomiedzy byłym prezydentem, Alanem Garcia, który doprowadził ten kraj do ruiny (lata 1985-90), a byłym mundurowym nacjonalistą wspieranym przez Chaveza, Ollantą Humala. Mimo wszystko jasne było, że Garcia to mniejsze zło i naród dał mu drugą szansę. Mamy nadzieję, że tym razem lepiej pokieruje krajem.
Głosowanie odbyło się w niedzielę, 04.06, ponad miesiąc po pierwszej turze. Lokale wyborcze czynne sa od 8 do 16. Wybory są obowiązkowe i za niespełnienie tego obowiązku płaci się karę w wysokości około 120zl. Lokale wyborcze są upożądkowane wedle numeru dowodu osobistego, a nie miejsca zamieszkania/zameldowania. Tak więc każdy z mojej rodzinki głosował w innym miejscu. Przy głosowaniu obok podpisu zostawia się odciska palca, a z tyłu dowodu osobistego nakleja się specjalną naklejkę. Naklejkę łatwo zdrapać, więc dla większego bezpieczenstwa, że ta sama osoba nie zagłosuje dwa razy, wszystkim moczy się palec w trudnym do zmycia atramencie. Mimo tych wszystkich zabezpieczeń i tak zdażają się oszustwa.
Zachęcam do obejżenia zdjęć z wyborów autorstwa Krystiana Bielatowicza na jego fotoblogu.
przejdź do foloblogu >>>>


09.05.06

nowe zdjęcia!!! Ingenio - zabawy w skałkach >>>


23-29.04.2006

SELVA-SIERRA-COSTA TOUR (dżungla-góry-wybrzeże)
Wspaniała wyprawa przez trzy główne regiony Peru: góry, dżunglę i wybrzeże. Co chwila zmiana klimatu, widoków, wysokości, zapachów, roślinności, atmosfery ...
wiecej >>>


21.04.2006

Wczoraj po blisko polrocznej przerwie wrocilam do moich chlopcow z Inabif - domu dziecka, gdzie pracowalam jako woluntariuszka. Nie bylam pewna czy mnie beda pamietac, bo pewno przewinelo sie sporo innych woluntariuszy. Obawy prysly jak tylko przekroczylam brame i z drugiego konca terenudobiegly mnie krzyki "Martina". To ja mialam problemy z pamiecia i niektorzy musieli mi przypominac swoje imiona. Nieco podrosli, paru odeszlo, parudoszlo, ale ogolnie bez zmian. Nadal sa pelni zycia, energii i potrzebuja czuc, ze komus na nich zalezy. Gdy wspominalismy innych woluntariuszy to Brian powiedzial mi "ty juz nie jestes woluntariuszka, ty jestes nasza mama". Naprawde, az mi serce scisnelo i lezka zakrecila sie ze wzruszenia.
Rozrabiace Jonowi, pomagalam w pracy domowej, ale szlo powoli bo sie maly nie mogl skupic. Potem dosiadl sie starszy Alex i zaczol mi pokazywac swoje zeszyty i dobre oceny. Akurat nastepnego dnia mial skonczy 13 lat, wiec uznalam, ze zapracowal sobie na prezent - male radyjko. Raz obiecane, musialam spelnic choc nagle zdalam sobie sprawe, ze przeciez reszta tez bedzie miala swoje urodziny i trudno bedzie wszystkich obdarowac, nawet jakbym bardzo chciala. Ale coz, cos sie wykombinuje.
Na wielkanoc przyjechal Piotr, ktory w Peru bawi juz od poczatku marca i teraz zechcial troche osiasc i miesiac popracowac jako wolontariusz. Razem z Bernabe, ktory szefuje naszemu stowarzyszeniu Expand Peru i zapoczatkowanemu wlasnie programowi Volunteer Peru, zaprowadzilismy Piotra do Centrum Edukacji Specjalnej dla dzieci i doroslych - Polivalente. Dyrektorka bardzo nas milo przyjela i ucieszyla sie na wspolprace. Obejrzelismy caly kompleks i zrozumielismy ile tam potrzeba pomocy, ile ludzi by sie tam przydalo. Poniewaz Piotr nie najlepiej jeszcze gada po hiszpansku to postanowilismy, ze najlepiej sie przyda u maluchow. Pochodzilam z nim dwa dni, by sie oswoil i dogadal z nauczycielka. Jestem pelna szacunku dla opiekunki, ktora na codzien byla sama z osemka dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Trzeba miec oczy dookola glowy i kilka par rak, bo z tymi smykami jest o wiele wiecej roboty niz z regularnymi dziecmi. Mala Stefani wklada do buzi absolutnie wszystko oprocz jedzenia, Angela nie moze sie doczekac drugiego sniadania, Angelo gdy sie znudzic to rozrabia i popycha wszystkich naokolo. Alex choc najmniejszy to z calej tej paczki jest najbystrzejszy i jedyny, ktory mowi, choc czasami trudno go zrozumiec. Po poludniu wzielam tez Piotra do Inabif, zeby sie zapozal z chlopakami i odwiedzal ich czasem, bo polivalente jest czynne tylko przed poludniem.


17.04.2006 Huancayo

Semana Santa, czyli Swieta Wielkanocne minely nadzwyczaj szybko i bez wiekszych atrakcji. Do Huancayo zjechalo sie mnustwo turystow krajowych, wiec miasto i okolice tetnily zyciem. Generalnie jedna wielka fiesta, a tylko tak jakby przy okazji religine procesje, msze swiete, pilnwanie grobu itp.
Nie zobaczy sie tu rodzinek z ladnie przybranymi swieconkami idacych w sobotnie przedpoludnie do kosciola poswiecic jedzenie na uroczyste sniadanie. Jest to chyba polski zwyczaj, ktory tutaj zadomowil sie tylko w jednym kosciele prowadzonym przez dwoch polskich ksiezy. Tylko, ze zamiast ladnie przystrojonych koszyczkow z pomalowanymi jajkami, barankami z ciasta i czym tam jeszcze, przewazaja reklamowki pelne owocow, garnki z ulubionymi potrawami, plastikowe tacki itp. Nie jest zatem tak malowniczo i odswietnie.
Ja jeszcze lykam antybiotyki, ale poza tym czuje sie dobrze. Swieta spedzilam w gronie znajomych. W piatek wybralismy sie za miasto. Ja po pobycie w Polsce stracilam swoje zaaklimatyzowanie i lapie mnie zadyszka, bo przeciez Huancayo lezy na wysokosci 3300m npm i ztad juz tylko w gore. Do tego byl to moj pierwszy spacer po chorobie i myslalam, ze nie doczolgam sie na szczyt. Ale jak tylko doszlam do skalek to od razu poczulam zastrzyk energii. Ja dawno sie nie wspinalam, a kumple dopiero zaczynaja, wiec moze nie szlo nam najlepiej, ale bylo wybornie. Ostra skala troche pociela nam paluchy, ale nic to. Pod koniec braklo juz sil, omdlewaly rece, nogi trzesly sie jak galareta.
Zmeczeni i wyglodniali wrocilismy pod wieczor do miasta i skoczylismy na miejscowy przysmak - "cuy colorado", czyli swinka morska w pikantnym czerwonym sosie podana z kartoflami i ryzem. Palce lizac. Wieczorem zostalismy jeszcze w centrum, by popatrzec jak procesja wraca do Katedry. Zaczyna sie w poludnie i wolnym tempem zatacza kolo, by wrocic po jakis 10 godzinach. Wybrancy zmieniaja sie w noszeniu lektyki z cialem Jezusa. Miszkancy na ulicach usypuja z farbowanych trocin i platkow kwiatow przerozne mozaiki, obrazki. Takie jednorazowe dywany na przejscie procesji.
W sobote swieconka i obiad u polskich ksiezy. Zas wieczorem swietowanie, tance, dyskoteki itp. Zegnalismy kolege, ktory jedzie na 3 miesiace do Niemiec. Mialam szczescie, ze antybiotyki trzymaly mnie z dala od trunkow, bo towarzystwo niezle zaszalalo. Ja wrocila po trzeciej zmeczona kilkugozinnym tancowaniem i z hukiem w uszach.


11.04.2006 Huancayo

Zaraz mina dwa tygodnie od wyjazdu z Polski. Czas leci, ale jakos juz przestalam go odmierzac. Po wymuszonym pobycie w goracej Limie czekajac na zagubiona walizke wreszcie dotarlam do kochanego Huancayo. Upal Limy zmywany co chwile zimnym prysznicem zgotowal mi paskudne chorobsko i jak tylko dotarlam do domu to wskoczylam prosto do wyrka by sie wykurowac. Nadal jeszcze charcze jak gruzlik, ale juz nie jest tak zle.
Ostatnie dni tetnily podnieceniem wyborami na prezydenta, do parlamentu krajowego i do parlamentu krajow andyjskich. Przez chorobe ominela mnie ostatnia faza kampani wyborczej, a wszyscy przekszykiwali sie do ostatniej chwili. Za miesiac bedzie druga tura wyborow prezydenckich, ale jeszcze nie wiedomo na sto procent kto przejdzie. Szczerze mowiac z trzech, ktorzy zdobyli najwiecej punktow nie ma zadnego naprawde dobrego i sporo osob nie wie na kogo glosowac w nastepnej turze, a musza, bo tu wybory sa obowiazkowe. Jak ktos nie zaglosuje to placi kare, okolo 150zl. Podobno inaczej nikomu by sie nie chcialo glosowac.
W Huancayo panuje jeszcze pora deszczowa, choc juz coraz czesciej wychyla sie slonce. A jak juz wyjdzie to piecze bezlitosnie. Otaczajace gory pieknie sie zazielenily, a doliny zloca sie zoltymi kwiatami. Zupelnie inny koloryt niz kiedy wyjezdzalam pol roku temu. Wtedy deszcze dopiero sie zaczynaly i krajobraz byl rdzawo-bezowy.


© Martyna Kloska 2008
wszelkie prawa zastrzeżone