martyna kloska podróże przygody przeżycia |
P E R U  |
Inkaską ścieżką - Klub Podróży Horyzonty
22/08 - 11/09/2007
Zakończyła się kolejna wyprawa Horyzontów "Inkaską ścieżk ą." Duże trzęsienie ziemi na wybrzeżu Peru tuż przed rozpoczęciem chciało nam pokrzyżowac plany, ale daliśmy sobie radę. Zamiast Wysp Ballestas popłynęliśmy na Wyspy Palomino koło Limy, gdzie można znacznie bliżej podpłynać do stada lwów morskich - niestety tym silniejszy jest też hałas i zapach (fuuuj). Potem czekała nas kilkunastogodzinna jazda do Arequipy, ale na szczęście autobus był nadzwyczaj wygodny. Klasztor Sw. Katarzyny jak zwykle zachwycił swymi kolorami, a Arequipa była wytchnieniem po hałaśliwej, brudnej i zimnej Limie. Na trasie do kanionu Colca obserwowaliśmy stada wigonii (vicuńa), lam i alpak, mnóstwo ptactwa (ibis, karakara, gesi andyjskie ...) a nawet dostrzegliśmy dwa szynszyle (viscacha), gdy zjeżdżaliśmy z najwyższej na trasie przełęczy położonej na 4800m npm. Pod wieczór wspaniały relask w gorących zródłach i w saunie koło Chivay. Na punkcie widokowym Krzyż Kondora (Cruz del Condor) zostaliśmy prawdziwie obłaskawieni, tym bardziej, że siedzieliśmy długo po tym jak wszystkie grupy zostały popędzone dalej w drogę i na sam koniec krążyło nad nami ponad dwadzieścia tych olbrzymich ptaków. Coś nieprawdopodobnego. Na jeziorze Titicaca mieliśmy wspaniałą pogodę, a mieszkanki jednej z wysp Uros niespodziewanie zaśpiewały nam "sto lat" po polsku. W drodze do Cuzco wszyscy bez wyjątku dali się oczarować wyjątkową atmosferą i pięknym krajobrazom cmentarzyska Sillustani. Kompleks archeologiczny Raqchi był ciekawym wstępem do kultury inkaskiej, a niepozorny z zewnątrz kościółek w Andahuaylillas zaszokował swym bogatym wnętrzem. Spacer na twierdzę w Pisaq był dobrym ćwiczeniem przed czekającym nas trekingiem. A sam treking ... piękny jak zawsze, ale przedewszystkim wymagający, bardzo! Na szczęście z czasem nie bedą pamiętać obolałych nóg, ale wspaniałe widoki no i fantastyczną atmosferę Choquequirao, gdzie byliśmy samiutcy (w przeciwieństwie do zatłocznego Machu Picchu). Pogodowo mieliśmy wielkie szczęście, bo tylko ostatniego dnia zchodząc do dżunglii trochę popadało. W Santa Teresa czekał nas zasłużony odpoczynek i pławienie się w ciepłych zródłach przed ostatnim etapem, czyli Machu Picchu.
  |
Zdjęcia z trekingu.
|
|   |
Ruszamy !
Przed zachodem słońca wyłonił się cały masyw góry Padreyoc.
Choquequirao ... mieliśmy cały dzień na zwiedzanie.
łapiemu dobrą energię na placu ceremonialnym Ushnu.
Orginalna brukowana inkaska droga.
Kto ma nadmiar siły może pomóc sadzic ziemniaki na 4tyś metrów.
I tu widzieliśmy kondory, ale nie tak blisko jak w Kanionie Colca.
Zdobywamy najwyższą przełęcz, 4600m npm.
Full relax w cieplych zródłach w Santa Teresa.
No i na koniec . . . czarodziejskie Machu Picchu we mgle.
|
wszelkie prawa zastrzeżone © Martyna Kloska 2007
|
|